Jeśli już znaleźliście czas na przeczytanie rozdziału, podzielcie się swoją opinią! Będę przeszczęśliwa mogąc czytać Wasze wrażenia!

wtorek, 28 lutego 2017

Rozdział 2

Nic nie zapowiadało, aby te wakacje miały mieć jednak szczęśliwe zakończenie. Lily wiedziała, że kolejny miesiąc spędzi identycznie jak poprzedni- odrobi do końca zadania domowe (nadal nie zaczęła pisać esejów z Zaklęć i Transmutacji), posłucha jak to Petunia z Vernonem chcą zakładać rodzinę i spotka się z Jaredem na placu zabaw. Jared był jej przyjacielem od kiedy miała 6 lat- spotkali się w szkole i od tego momentu byli nierozłączni. Oczywiście, wszystko zniszczyło się, gdy Lily wyjechała do Hogwartu i spędzała w Surrey tylko wakacje i niektóre święta. Jared skrył się w sobie, jego rodzice mówili, że musieli wysłać go na terapię, żeby nie popadł w całkowitą depresję. Na szczęście, Lily, zawsze kiedy mogła, spędzała z nim czas tak jak dawniej- biegali po ulicach, bawili się na placu zabaw, jeździli do Londynu na wycieczki. Łamało jej się jednak serce, gdy żegnała się z nim pod koniec wakacji i widziała, jak bardzo będzie mu jej brakowało. W tym roku jednak było inaczej- Jared wydoroślał, nie było po nim widać żadnych skutków depresji i można było pokusić się o stwierdzenie, że był szczęśliwy. Skrywał jednak tajemnicę, której nie mógł wyjawić nikomu. 
Syriusz Black był najszczęśliwszym mężczyzną na świecie. Nie wyobrażał sobie, żeby ktoś czuł większą radość i spokój niż on, siedząc nad jeziorem w Dolinie Godryka patrząc jak Dorea Potter próbuje wytłumaczyć swojemu mężowi jak Mugole malują płoty.  
-Kochanie, no mówię Ci. Używają farby...co? takie mazidło kolorowe. I po kolei malują, WŁASNYMI RĘKAMI deseczka po deseczce... Nie wiem po co, może po to, bo nie mają różdżek, geniuszu. - zaśmiała się patrząc na zagubioną minę swojego męża, Charlusa. Pocałowała go w nos, gdy ten zaczął po cichu zastanawiać się czy tą farbą można pomalować inne rzeczy niz płot. Jej syn właśnie wyszedł z wody i wytrzepał mokre włosy na swojego przyjaciela, który z nieobecnym spojrzeniem leżał na kocu.  
-Rogacz, ty cholero! Przepraszam, Doreo, ale widziałaś co on mi zrobił? WRACAJ TU JAK DO CIEBIE KRZYCZĘ, ŁOSIU! - krzyczał przez całą plażę, goniąc okularnika aż do wody. Gdy nastolatkowie wpadli do jeziorka, wrzeszcząc w niebogłosy, do państwa Potter podeszła Mary - ich 30-sto letnia sąsiadka uśmiechając się promiennie. Pomimo swojego miejsca zamieszkania nie była czarodziejką, lecz zwykłą niemagiczną osobą. Inni plażowicze mogli by powiedzieć, że wygląda na prawie 10 lat mniej niż ma, gdy jej kasztanowe osy powiewały na wietrze a bystre zielone oczy wpatrywały się w Doreę 
-Dorea, kochana, pamiętasz jak rozmawiałyśmy o moim specjalnym gościu? - zapytała dziarsko. 
-Oczywiście, że tak. Mam już wszystko zaplanowane, muszę tylko chłopcom powiedzieć, że będą potrzebni.  
-Ale nie mówiłaś im kto przyjeżdża? 
-Pod żadnym pozorem, kochana. - uśmiechnęła się Potter i dała Mary kuksańca w bok – Jestem za bardzo ciekawa ich reakcji.  
-Czyli świetnie, to w takim razie ja zbieram się do drogi. Do zobaczenia, Potterowie! - krzyknęła do nich na odchodnym, biegnąc z powrotem w stronę domu.  
-Jak będziesz gotowa, to daj znać, zamówię Ci Rycerza!- odkrzyknęła Dorea uśmiechając się do niej serdecznie.  

W domu na Privet Drive rozległ się dzwonek do drzwi. Rudowłosa Evans podniosła się szybko z kanapy i poszła otworzyć - po drugiej stronie stała jej starsza wersja. 
-Ciocia! Co Ty tu robisz? - zapytała Lily nie mogąc uwierzyć kogo widzi. Szybko wpuściła gościa do środka i poprowadziła do kuchni.- Mamo! Czemu nie mówiłaś, że ciocia przyjeżdża?  
-Lily, spokojnie, słońce. Mama nie wiedziała, bo jej nic nie mówiłam. To niespodzianka, jestem Twoim wybawieniem. - zaśmiała się i przytuliła siostrzenicę. W tym momencie do kuchni wpadła niczego nie spodziewająca się Veronica i aż przystała widząc swoją młodszą siostrę przy stole.  
-Mary, jak mogłaś! Nigdy nie potrafisz się zapowiedzieć, mała wariatko!- uściskała ją mocno, całując po włosach. -Co Cię sprowadza? Znów wychodzisz za mąż?  
-O nie, nie. Teraz nie, słoneczko. Teraz porywam Ci córkę. - uśmiechnęła się do niej zawadiacko,  łapiąc Lily za rękę. - Ta dziewczyna nie ma nic z wakacji, zaraz znowu wróci do tego zamku i będzie siedziała rok gdzieś tam w Szkocji. Musi mieć coś z życia.  
-Chcesz mi wziąć Lily do siebie?- Veronica aż otworzyła oczy ze zdziwienia, przez jej twarz przemknął cień niezadowolenia. Mimowolnie przybliżyła się w stronę młodszej córki. Jeszcze się nią nie nacieszyła, a tu już chcą jej ją odbierać.- Na ile niby, co?  
-Chociaż dwa tygodnie, VerNie daj się prosić, też się za młodą stęskniłam. I wiesz, że u mnie jest teraz ciepło. Surrey to mała ulewa non stop. - obie rudowłose spojrzały na Veronicę błagającym wzrokiem. Ta, nie wiedząc co zrobić uśmiechnęła się lekko. Zdawała sobie sprawę, że Lily jest zmęczona siedzeniem w domu i chce się wyrwać, ale z drugiej strony... widywała ją tak rzadko. Nie chciała tracić tych cennych dni.  
-Jak tata się zgodzi, to możesz jechać. - powiedziała w końcu. Nie miała co do gadania, a John uwielbiał Mary tak bardzo, że zgodziłby się nawet, żeby Lily z Petunią z nią zamieszkały, gdyby poprosiła.  
-Dziękuję, dziękuję, dziękuję, mamuś, jesteś przekochana, kocham Cię najbardziej! - wykrzyknęła Ruda rzucając się na matkę i obsypując ją buziakami. - Lecę się pakować! - i uciekła na górę do pokoju, gdzie znalazła swoją torbę podróżną i zaczęła wysypywać do niej zawartość szafy.  
-Tylko zwróć mi ją w jednym kawałku. A teraz opowiadaj, co u Ciebie, wariatko? - Veronica usiadła naprzeciwko swojej siostry i uśmiechnęła się zadziornie. 
-Po staremu. David wybrał specjalizację nareszcie, ale ciągle nie ma go w domu. Siedzi tylko w tym szpitalu, a ja nie mam co robić, więc zaczęłam szydełkować! Wiesz, co można zrobić tym szydełkiem? Lepiej niż magia! Jak tak dalej pójdzie to na święta Ci zrobię koc! 

James miał już dość tych wakacji. Chciał spotkać się z Lily i porozmawiać z nią w cztery oczy. Nie tylko jednak perspektywa rozmowy Lily tak ciągnęła go z powrotem do Hogwartu - spodziewał się w tym roku tytułu kapitana drużyny Quidditcha, gdyż Hobbs, ich poprzedni lider, skończył w tym roku edukację. McGonagall bardzo nieoficjalnie przebąkiwała już o tym w dzień wręczenia Pucharu, ale z oczywistych względów nie mogła mu tego powiedzieć wprost. Młody Potter uznał więc za punkt honoru, przygotować drużynę do kolejnego zwycięstwa, także w głowie snuł plany meczów. Gdy nie myślał o meczach, polerował swojego Zmiatacza 1. A gdy nie zajmował miotłą, myślał o tym jak przekonać mamę do przerobienia ogrodu na boisko. Już miał całkiem niezły plan, gdy do jego pokoju wpadła (o wilku mowa) Dorea 
-James, kochanie, zejdź na dół i pomóż Mary w rozładowaniu bagaży. Przyjechała z siostrzenicą, tak jak mówiłam Wam wcześniej. - uśmiechnęła się do niego matka i wyszła z pokoju. Rogacz leniwie zwló się z parapetu i podążył za nią. Zdziwił się słysząc tak szczery śmiech Syriusza, który musiał zostać wcześniej zagoniony do pomocy. Gdy dołączył do tego radosnego towarzystwa przez chwilę nie mógł pojąć o co im chodzi. Dopiero gdy zza Syriusza wyłoniła się mała, śliczna, rudowłosa postać, zrozumiał, że jego wakacje właśnie zmieniły się o 180 stopni.  
-Lily? Jak dobrze Cię widzieć. 

1 komentarz:

  1. Fajny rozdział i już się niemoge doczekać kiedy następny.

    OdpowiedzUsuń