Jeśli już znaleźliście czas na przeczytanie rozdziału, podzielcie się swoją opinią! Będę przeszczęśliwa mogąc czytać Wasze wrażenia!

czwartek, 9 marca 2017

Rozdział 3

-James... 
-Nic nie mów, nie musisz przecież. Wiem, że byłem debilem, załapałem - lekki uśmiech wpłynął na twarz Jamesa. Nie mógł uwierzyć, że jego Lily przyjechała do Doliny Godryka na całe dwa tygodnie i to jeszcze w tym momencie kiedy on chciał ją tak bardzo zobaczyć. Jego Lily chciała go przepraszać za szlabany, kary, krzyki, kłótnie, które miały miejsce w przeciągu ostatnich lat. No w życiu by nie uwierzył, gdyby ktoś mu to powiedział chociażby dwa tygodnie temu.  
-Na brodę Merlina, przestań się śmiać! To jest ważne! Siedzę tu już tydzień, a nie mieliśmy okazji porozmawiać poważnie. Jasne, świetnie się bawimy, naprawdę nie pamiętam kiedy tak odpoczęłam, ale nie możemy wiecznie pływać w jeziorze i unikać tego co się działo. Zrobiłeś wiele głupstw i nie mam zamiaru Cię przepraszać za to jak na nie reagowałam, ale musimy sobie wytłumaczyć trochę spraw - Ruda wybuchła, nie mogąc już się powstrzymać. Chciała porozmawiać z nim już od dawna, jeszcze przed sytuacją z Severusem, chociaż cała kaskada zdarzeń po SUM-ach mocno naruszyła jej zdanie, a on tylko ją zbywał i zachowywał się jakby nic się nie stało. Jamesa wmurowało - ona nie chce go przeprosić? To o czym ona chce niby rozmawiać? Był pewien, że przebrnęli już przez etap wypominania sobie krzywd. 
-Lily? Przepraszam, nie śmieje się, chcesz porozmawiać? Rozmawiajmy? O czym chcesz rozmawiać?  
-Jak to o czym? Dobrze wiesz o czym. Zachowujesz się jak ostatni cham, nie możesz nawet na kilka tygodni przestań się znęcać nad wszystkimi, nie możesz znieść myśli, że ktoś jest lepszy od Ciebie, nie chcesz naprawiać żadnych szkód jakie wyrządziłeś! 
-Lil.. 
-Nie przerywaj mi! Zaczęłam się do Ciebie przekonywać, mogłabym Ci nawet zaufać, ale nie! Ty musiałeś znowu coś wykombinować i wszystko zniszczyć. Pieprzysz, że Ci na mnie zależy, że mnie KOCHASZ, a tak naprawdę? Tak naprawdę wolisz swoje... zwierzęce pobudki!  
James zachichotał.  
-CHYBA SOBIE ŻARTUJESZ TERAZ!- Ruda krzyknęła i wstała z łóżka.- JAK ŚMIESZ MI SIĘ ŚMIAĆ PROSTO W TWARZ PO TYM CO CI POWIEDZIAŁAM? 
-Nie, Lily, to nie tak, to nie to co powiedziałaś, tylko to co powiedziałaś... znaczy nie, chodzi o to, ja mogę wytłumaczyć... powiedziałaś "zwierzęce" i to takie śmieszne.. 
-Co jest niby takie śmieszne w tym co uważam?  
-No nie mogę Ci powiedzieć, to nie jest tylko moja tajemnica.. 
-Tajemnica? Potter, zaczynasz kręcić. Nie podoba mi się to. Potwierdziłeś wszystko, co właśnie powiedziałam, uznałeś "zwierzęce pobudki" za najgodniejsze Twojej uwagi i tylko to skomentowałeś, a powiedziałam o wiele O WIELE więcej! - i trzasnęła drzwiami zostawiając James samego, skołowanego i wpatrzonego w drzwi. Minęło dosłownie kilka sekund, gdy wstał i kopnął szafkę nocną.  
-KURWA!! 

Owa dyskusja była słyszana przez cały dom Potterów. Syriusz siedząc z Doreą w kuchni spojrzeli się na siebie przerażeni, gdy usłyszeli trzaśnięcie drzwiami i stłumione przekleństwo. Co jak co, ale takiego zakończenia się nie spodziewali- James z Lily dogadywali się jak nigdy, miniony tydzień spędzili przede wszystkim w swoim towarzystwie. Często widywano ich jak biegli nad pobliskie jezioro i leżeli na brzegu przez kilka godzin. Black nie chciał wierzyć, żeby to tak się nagle miało skończyć, chociaż gdyby ktoś dolał mu do soku dyniowego Veritaserum, wygadałby się, że spodziewał się tego wcześniej czy później. Z przewagą wcześniej. Dorea za to, która nie znała do końca szczegółów znajomości jej syna z rudowłosą, przez ostatni tydzień układała w głowie menu na ich ślub. Widziała już w Lily swoją synową i musiała powiedzieć, że ten widok się jej bardzo podobał.  
Charlus Potter, który generalnie nie spędzał dużo czasu w domu i miał małe pojęcie o tym co się dzieje wyszedł z biura z bardzo zdziwioną miną.  
-Co się dzieje, Dor? - zapytał swojej żony, która spojrzała na niego z politowaniem i tylko wskazała głową na Lily, która w tym momencie wbiegła do kuchni.  
-Syriusz. WYCHODZIMY!- krzyknęła, łapiąc Łapę za rękaw koszuli i ciągnąć do wyjścia. Ten, nie spodziewając się takiego zwrotu akcji spadł z krzesła i jęknął z bólu.  
-Evans, uspokój się, bo inaczej porozmawiamy.- stęknął, wstając na nogi i skierował się do drzwi, w których Ruda już zniknęła. - Baby...  
Lily Evans wybiegła z domu, zapominając o jakichkolwiek manierach (za co już sobie pluła w brodę) i skierowała się w stronę jeziora. Black pobiegł za nią i złapał ją za rękę.  
-Co się znowu stało, ropuszko... - zaczął, ale gdy zobaczył minę Lily, szybko przestał.  
-Co się stało, pytasz? Wy się staliście! Ty i ten cały Potter i Ci cholerni Huncwoci, same tajemnice, wygłupy, chore akcje, dowcipy, to jest nie do zniesienia, jesteście przerażający, mam Was dość, a przede wszystkim tej gnidy, Pottera. - wysyczała przez zaciśnięte zęby. Syriusz już dawno nie widział jej aż tak złej.  
-Słyszałem... - zaczął, ale znowu wzrok Rudej go skutecznie uciszył.  
-SŁYSZAŁEŚ? No jasne, że tak! Musisz podsłuchiwać każdą rozmowę, która Cię nie obejmuje? Spodziewałam się tego po Potterze, ale po Tobie?  
-Znaczy nie specjalnie, Ruda, uspokój się. Cały dom słyszał. Dobrze wiesz, że masz bardzo donośny głos- nawet jak mówisz cicho, to krzyczysz- zaśmiał się lekko, patrząc na przyjaciółkę uważnie. - Ogarnij się, kobieto. Robisz sobie problem znowu. 
-Nie robię sobie problemu, Black. Właśnie go rozwiązałam. Potter był moim problemem, a że nie mam zamiaru się z  nim już więcej zadawać, problem zniknął. Któż by pomyślał, że ja jestem taka inteligentna? - uśmiechnęła się groźnie. Syriusz był już na tym etapie mocno przerażony rozwojem sytuacji, która po raz kolejny wymykała mu się z rąk, więc nie zdążył zareagować, gdy Ruda skierowała się do domu swojej ciotki. I po raz kolejny trzasnęła drzwiami.  
-KURWA!!  

-Gdzie ona jest? Gdzie jest ta ruda wiedźma? - krzyknął James wbiegając do kuchni. Gdy zauważył rodziców siedzących przy stole z pytającymi minami lekko zaniemówił.- Znaczy, gdzie jest ta ruda kobieta, która posiada zdolności magicznie, lecz nie używa ich do czarnej magii? No gdzie ona jest?  
-Wyszła z Syriuszem dopiero co – Dorea wskazała na drzwi wyjściowe. Młody Potter wybiegł z domu i usłyszał tylko trzaśniecie drzwiami i głośne przekleństwo Blacka. Dolina Godryka nie mogła dzisiaj narzekać na brak atrakcji.  
-Co ta ruda wiedźma znowu wykombinowała? - spytał Łapy, ale ten tylko spojrzał na niego spod oka i rzucił - Tym razem wszyscy mamy przejebane, Rogaczu.  
-Znowu? Przecież było tak dobrze, wszystko się układało, gdyby nie te zwierzęta.. 
-Mów do rzeczy, chłopie, albo nie mów nic. Ja bym na Twoim miejscu wybrał teraz nie mówienie nic, bo ta kobieta jest na wyczerpaniu nerwowym, a wiemy dobrze, że takich czarownic się nie denerwuje. Ba, z takimi się nie rozmawia, bo dostaniesz Confundusem na wejściu. Nie wiem jak Ty, ale ja mam zamiar pokonać swój rekord w przepłynięciu jeziora wpław. Co Ty na to? 
-Łapo, jak na lato! Nie pierwszy, nie ostatni raz się kłócę z tą wiedźmą, przejdzie jej w końcu. - zaśmiał się i skierował się w stronę plaży. Nie wiedział jednak, że jest bardzo uważnie obserwowany przez pewnego mężczyznę, który siedział na ławce i przysłuchiwał się każdej rozmowie.

wtorek, 28 lutego 2017

Rozdział 2

Nic nie zapowiadało, aby te wakacje miały mieć jednak szczęśliwe zakończenie. Lily wiedziała, że kolejny miesiąc spędzi identycznie jak poprzedni- odrobi do końca zadania domowe (nadal nie zaczęła pisać esejów z Zaklęć i Transmutacji), posłucha jak to Petunia z Vernonem chcą zakładać rodzinę i spotka się z Jaredem na placu zabaw. Jared był jej przyjacielem od kiedy miała 6 lat- spotkali się w szkole i od tego momentu byli nierozłączni. Oczywiście, wszystko zniszczyło się, gdy Lily wyjechała do Hogwartu i spędzała w Surrey tylko wakacje i niektóre święta. Jared skrył się w sobie, jego rodzice mówili, że musieli wysłać go na terapię, żeby nie popadł w całkowitą depresję. Na szczęście, Lily, zawsze kiedy mogła, spędzała z nim czas tak jak dawniej- biegali po ulicach, bawili się na placu zabaw, jeździli do Londynu na wycieczki. Łamało jej się jednak serce, gdy żegnała się z nim pod koniec wakacji i widziała, jak bardzo będzie mu jej brakowało. W tym roku jednak było inaczej- Jared wydoroślał, nie było po nim widać żadnych skutków depresji i można było pokusić się o stwierdzenie, że był szczęśliwy. Skrywał jednak tajemnicę, której nie mógł wyjawić nikomu. 
Syriusz Black był najszczęśliwszym mężczyzną na świecie. Nie wyobrażał sobie, żeby ktoś czuł większą radość i spokój niż on, siedząc nad jeziorem w Dolinie Godryka patrząc jak Dorea Potter próbuje wytłumaczyć swojemu mężowi jak Mugole malują płoty.  
-Kochanie, no mówię Ci. Używają farby...co? takie mazidło kolorowe. I po kolei malują, WŁASNYMI RĘKAMI deseczka po deseczce... Nie wiem po co, może po to, bo nie mają różdżek, geniuszu. - zaśmiała się patrząc na zagubioną minę swojego męża, Charlusa. Pocałowała go w nos, gdy ten zaczął po cichu zastanawiać się czy tą farbą można pomalować inne rzeczy niz płot. Jej syn właśnie wyszedł z wody i wytrzepał mokre włosy na swojego przyjaciela, który z nieobecnym spojrzeniem leżał na kocu.  
-Rogacz, ty cholero! Przepraszam, Doreo, ale widziałaś co on mi zrobił? WRACAJ TU JAK DO CIEBIE KRZYCZĘ, ŁOSIU! - krzyczał przez całą plażę, goniąc okularnika aż do wody. Gdy nastolatkowie wpadli do jeziorka, wrzeszcząc w niebogłosy, do państwa Potter podeszła Mary - ich 30-sto letnia sąsiadka uśmiechając się promiennie. Pomimo swojego miejsca zamieszkania nie była czarodziejką, lecz zwykłą niemagiczną osobą. Inni plażowicze mogli by powiedzieć, że wygląda na prawie 10 lat mniej niż ma, gdy jej kasztanowe osy powiewały na wietrze a bystre zielone oczy wpatrywały się w Doreę 
-Dorea, kochana, pamiętasz jak rozmawiałyśmy o moim specjalnym gościu? - zapytała dziarsko. 
-Oczywiście, że tak. Mam już wszystko zaplanowane, muszę tylko chłopcom powiedzieć, że będą potrzebni.  
-Ale nie mówiłaś im kto przyjeżdża? 
-Pod żadnym pozorem, kochana. - uśmiechnęła się Potter i dała Mary kuksańca w bok – Jestem za bardzo ciekawa ich reakcji.  
-Czyli świetnie, to w takim razie ja zbieram się do drogi. Do zobaczenia, Potterowie! - krzyknęła do nich na odchodnym, biegnąc z powrotem w stronę domu.  
-Jak będziesz gotowa, to daj znać, zamówię Ci Rycerza!- odkrzyknęła Dorea uśmiechając się do niej serdecznie.  

W domu na Privet Drive rozległ się dzwonek do drzwi. Rudowłosa Evans podniosła się szybko z kanapy i poszła otworzyć - po drugiej stronie stała jej starsza wersja. 
-Ciocia! Co Ty tu robisz? - zapytała Lily nie mogąc uwierzyć kogo widzi. Szybko wpuściła gościa do środka i poprowadziła do kuchni.- Mamo! Czemu nie mówiłaś, że ciocia przyjeżdża?  
-Lily, spokojnie, słońce. Mama nie wiedziała, bo jej nic nie mówiłam. To niespodzianka, jestem Twoim wybawieniem. - zaśmiała się i przytuliła siostrzenicę. W tym momencie do kuchni wpadła niczego nie spodziewająca się Veronica i aż przystała widząc swoją młodszą siostrę przy stole.  
-Mary, jak mogłaś! Nigdy nie potrafisz się zapowiedzieć, mała wariatko!- uściskała ją mocno, całując po włosach. -Co Cię sprowadza? Znów wychodzisz za mąż?  
-O nie, nie. Teraz nie, słoneczko. Teraz porywam Ci córkę. - uśmiechnęła się do niej zawadiacko,  łapiąc Lily za rękę. - Ta dziewczyna nie ma nic z wakacji, zaraz znowu wróci do tego zamku i będzie siedziała rok gdzieś tam w Szkocji. Musi mieć coś z życia.  
-Chcesz mi wziąć Lily do siebie?- Veronica aż otworzyła oczy ze zdziwienia, przez jej twarz przemknął cień niezadowolenia. Mimowolnie przybliżyła się w stronę młodszej córki. Jeszcze się nią nie nacieszyła, a tu już chcą jej ją odbierać.- Na ile niby, co?  
-Chociaż dwa tygodnie, VerNie daj się prosić, też się za młodą stęskniłam. I wiesz, że u mnie jest teraz ciepło. Surrey to mała ulewa non stop. - obie rudowłose spojrzały na Veronicę błagającym wzrokiem. Ta, nie wiedząc co zrobić uśmiechnęła się lekko. Zdawała sobie sprawę, że Lily jest zmęczona siedzeniem w domu i chce się wyrwać, ale z drugiej strony... widywała ją tak rzadko. Nie chciała tracić tych cennych dni.  
-Jak tata się zgodzi, to możesz jechać. - powiedziała w końcu. Nie miała co do gadania, a John uwielbiał Mary tak bardzo, że zgodziłby się nawet, żeby Lily z Petunią z nią zamieszkały, gdyby poprosiła.  
-Dziękuję, dziękuję, dziękuję, mamuś, jesteś przekochana, kocham Cię najbardziej! - wykrzyknęła Ruda rzucając się na matkę i obsypując ją buziakami. - Lecę się pakować! - i uciekła na górę do pokoju, gdzie znalazła swoją torbę podróżną i zaczęła wysypywać do niej zawartość szafy.  
-Tylko zwróć mi ją w jednym kawałku. A teraz opowiadaj, co u Ciebie, wariatko? - Veronica usiadła naprzeciwko swojej siostry i uśmiechnęła się zadziornie. 
-Po staremu. David wybrał specjalizację nareszcie, ale ciągle nie ma go w domu. Siedzi tylko w tym szpitalu, a ja nie mam co robić, więc zaczęłam szydełkować! Wiesz, co można zrobić tym szydełkiem? Lepiej niż magia! Jak tak dalej pójdzie to na święta Ci zrobię koc! 

James miał już dość tych wakacji. Chciał spotkać się z Lily i porozmawiać z nią w cztery oczy. Nie tylko jednak perspektywa rozmowy Lily tak ciągnęła go z powrotem do Hogwartu - spodziewał się w tym roku tytułu kapitana drużyny Quidditcha, gdyż Hobbs, ich poprzedni lider, skończył w tym roku edukację. McGonagall bardzo nieoficjalnie przebąkiwała już o tym w dzień wręczenia Pucharu, ale z oczywistych względów nie mogła mu tego powiedzieć wprost. Młody Potter uznał więc za punkt honoru, przygotować drużynę do kolejnego zwycięstwa, także w głowie snuł plany meczów. Gdy nie myślał o meczach, polerował swojego Zmiatacza 1. A gdy nie zajmował miotłą, myślał o tym jak przekonać mamę do przerobienia ogrodu na boisko. Już miał całkiem niezły plan, gdy do jego pokoju wpadła (o wilku mowa) Dorea 
-James, kochanie, zejdź na dół i pomóż Mary w rozładowaniu bagaży. Przyjechała z siostrzenicą, tak jak mówiłam Wam wcześniej. - uśmiechnęła się do niego matka i wyszła z pokoju. Rogacz leniwie zwló się z parapetu i podążył za nią. Zdziwił się słysząc tak szczery śmiech Syriusza, który musiał zostać wcześniej zagoniony do pomocy. Gdy dołączył do tego radosnego towarzystwa przez chwilę nie mógł pojąć o co im chodzi. Dopiero gdy zza Syriusza wyłoniła się mała, śliczna, rudowłosa postać, zrozumiał, że jego wakacje właśnie zmieniły się o 180 stopni.  
-Lily? Jak dobrze Cię widzieć.