-James...
-Nic nie mów, nie musisz przecież. Wiem, że byłem debilem, załapałem - lekki uśmiech wpłynął na twarz Jamesa. Nie mógł uwierzyć, że jego Lily przyjechała do Doliny Godryka na całe dwa tygodnie i to jeszcze w tym momencie kiedy on chciał ją tak bardzo zobaczyć. Jego Lily chciała go przepraszać za szlabany, kary, krzyki, kłótnie, które miały miejsce w przeciągu ostatnich lat. No w życiu by nie uwierzył, gdyby ktoś mu to powiedział chociażby dwa tygodnie temu.
-Na brodę Merlina, przestań się śmiać! To jest ważne! Siedzę tu już tydzień, a nie mieliśmy okazji porozmawiać poważnie. Jasne, świetnie się bawimy, naprawdę nie pamiętam kiedy tak odpoczęłam, ale nie możemy wiecznie pływać w jeziorze i unikać tego co się działo. Zrobiłeś wiele głupstw i nie mam zamiaru Cię przepraszać za to jak na nie reagowałam, ale musimy sobie wytłumaczyć trochę spraw - Ruda wybuchła, nie mogąc już się powstrzymać. Chciała porozmawiać z nim już od dawna, jeszcze przed sytuacją z Severusem, chociaż cała kaskada zdarzeń po SUM-ach mocno naruszyła jej zdanie, a on tylko ją zbywał i zachowywał się jakby nic się nie stało. Jamesa wmurowało - ona nie chce go przeprosić? To o czym ona chce niby rozmawiać? Był pewien, że przebrnęli już przez etap wypominania sobie krzywd.
-Lily? Przepraszam, nie śmieje się, chcesz porozmawiać? Rozmawiajmy? O czym chcesz rozmawiać?
-Jak to o czym? Dobrze wiesz o czym. Zachowujesz się jak ostatni cham, nie możesz nawet na kilka tygodni przestań się znęcać nad wszystkimi, nie możesz znieść myśli, że ktoś jest lepszy od Ciebie, nie chcesz naprawiać żadnych szkód jakie wyrządziłeś!
-Lil..
-Nie przerywaj mi! Zaczęłam się do Ciebie przekonywać, mogłabym Ci nawet zaufać, ale nie! Ty musiałeś znowu coś wykombinować i wszystko zniszczyć. Pieprzysz, że Ci na mnie zależy, że mnie KOCHASZ, a tak naprawdę? Tak naprawdę wolisz swoje... zwierzęce pobudki!
James zachichotał.
-CHYBA SOBIE ŻARTUJESZ TERAZ!- Ruda krzyknęła i wstała z łóżka.- JAK ŚMIESZ MI SIĘ ŚMIAĆ PROSTO W TWARZ PO TYM CO CI POWIEDZIAŁAM?
-Nie, Lily, to nie tak, to nie to co powiedziałaś, tylko to co powiedziałaś... znaczy nie, chodzi o to, ja mogę wytłumaczyć... powiedziałaś "zwierzęce" i to takie śmieszne..
-Co jest niby takie śmieszne w tym co uważam?
-No nie mogę Ci powiedzieć, to nie jest tylko moja tajemnica..
-Tajemnica? Potter, zaczynasz kręcić. Nie podoba mi się to. Potwierdziłeś wszystko, co właśnie powiedziałam, uznałeś "zwierzęce pobudki" za najgodniejsze Twojej uwagi i tylko to skomentowałeś, a powiedziałam o wiele O WIELE więcej! - i trzasnęła drzwiami zostawiając James samego, skołowanego i wpatrzonego w drzwi. Minęło dosłownie kilka sekund, gdy wstał i kopnął szafkę nocną.
-KURWA!!
Owa dyskusja była słyszana przez cały dom Potterów. Syriusz siedząc z Doreą w kuchni spojrzeli się na siebie przerażeni, gdy usłyszeli trzaśnięcie drzwiami i stłumione przekleństwo. Co jak co, ale takiego zakończenia się nie spodziewali- James z Lily dogadywali się jak nigdy, miniony tydzień spędzili przede wszystkim w swoim towarzystwie. Często widywano ich jak biegli nad pobliskie jezioro i leżeli na brzegu przez kilka godzin. Black nie chciał wierzyć, żeby to tak się nagle miało skończyć, chociaż gdyby ktoś dolał mu do soku dyniowego Veritaserum, wygadałby się, że spodziewał się tego wcześniej czy później. Z przewagą wcześniej. Dorea za to, która nie znała do końca szczegółów znajomości jej syna z rudowłosą, przez ostatni tydzień układała w głowie menu na ich ślub. Widziała już w Lily swoją synową i musiała powiedzieć, że ten widok się jej bardzo podobał.
Charlus Potter, który generalnie nie spędzał dużo czasu w domu i miał małe pojęcie o tym co się dzieje wyszedł z biura z bardzo zdziwioną miną.
-Co się dzieje, Dor? - zapytał swojej żony, która spojrzała na niego z politowaniem i tylko wskazała głową na Lily, która w tym momencie wbiegła do kuchni.
-Syriusz. WYCHODZIMY!- krzyknęła, łapiąc Łapę za rękaw koszuli i ciągnąć do wyjścia. Ten, nie spodziewając się takiego zwrotu akcji spadł z krzesła i jęknął z bólu.
-Evans, uspokój się, bo inaczej porozmawiamy.- stęknął, wstając na nogi i skierował się do drzwi, w których Ruda już zniknęła. - Baby...
Lily Evans wybiegła z domu, zapominając o jakichkolwiek manierach (za co już sobie pluła w brodę) i skierowała się w stronę jeziora. Black pobiegł za nią i złapał ją za rękę.
-Co się znowu stało, ropuszko... - zaczął, ale gdy zobaczył minę Lily, szybko przestał.
-Co się stało, pytasz? Wy się staliście! Ty i ten cały Potter i Ci cholerni Huncwoci, same tajemnice, wygłupy, chore akcje, dowcipy, to jest nie do zniesienia, jesteście przerażający, mam Was dość, a przede wszystkim tej gnidy, Pottera. - wysyczała przez zaciśnięte zęby. Syriusz już dawno nie widział jej aż tak złej.
-Słyszałem... - zaczął, ale znowu wzrok Rudej go skutecznie uciszył.
-SŁYSZAŁEŚ? No jasne, że tak! Musisz podsłuchiwać każdą rozmowę, która Cię nie obejmuje? Spodziewałam się tego po Potterze, ale po Tobie?
-Znaczy nie specjalnie, Ruda, uspokój się. Cały dom słyszał. Dobrze wiesz, że masz bardzo donośny głos- nawet jak mówisz cicho, to krzyczysz- zaśmiał się lekko, patrząc na przyjaciółkę uważnie. - Ogarnij się, kobieto. Robisz sobie problem znowu.
-Nie robię sobie problemu, Black. Właśnie go rozwiązałam. Potter był moim problemem, a że nie mam zamiaru się z nim już więcej zadawać, problem zniknął. Któż by pomyślał, że ja jestem taka inteligentna? - uśmiechnęła się groźnie. Syriusz był już na tym etapie mocno przerażony rozwojem sytuacji, która po raz kolejny wymykała mu się z rąk, więc nie zdążył zareagować, gdy Ruda skierowała się do domu swojej ciotki. I po raz kolejny trzasnęła drzwiami.
-KURWA!!
-Gdzie ona jest? Gdzie jest ta ruda wiedźma? - krzyknął James wbiegając do kuchni. Gdy zauważył rodziców siedzących przy stole z pytającymi minami lekko zaniemówił.- Znaczy, gdzie jest ta ruda kobieta, która posiada zdolności magicznie, lecz nie używa ich do czarnej magii? No gdzie ona jest?
-Wyszła z Syriuszem dopiero co – Dorea wskazała na drzwi wyjściowe. Młody Potter wybiegł z domu i usłyszał tylko trzaśniecie drzwiami i głośne przekleństwo Blacka. Dolina Godryka nie mogła dzisiaj narzekać na brak atrakcji.
-Co ta ruda wiedźma znowu wykombinowała? - spytał Łapy, ale ten tylko spojrzał na niego spod oka i rzucił - Tym razem wszyscy mamy przejebane, Rogaczu.
-Znowu? Przecież było tak dobrze, wszystko się układało, gdyby nie te zwierzęta..
-Mów do rzeczy, chłopie, albo nie mów nic. Ja bym na Twoim miejscu wybrał teraz nie mówienie nic, bo ta kobieta jest na wyczerpaniu nerwowym, a wiemy dobrze, że takich czarownic się nie denerwuje. Ba, z takimi się nie rozmawia, bo dostaniesz Confundusem na wejściu. Nie wiem jak Ty, ale ja mam zamiar pokonać swój rekord w przepłynięciu jeziora wpław. Co Ty na to?
-Łapo, jak na lato! Nie pierwszy, nie ostatni raz się kłócę z tą wiedźmą, przejdzie jej w końcu. - zaśmiał się i skierował się w stronę plaży. Nie wiedział jednak, że jest bardzo uważnie obserwowany przez pewnego mężczyznę, który siedział na ławce i przysłuchiwał się każdej rozmowie.