Był sierpień 1976 roku. Lily Evans przetrwała już miesiąc w Little Whinging próbując, bardzo mocno zresztą, nie złamać zakazu używania magii przez niepełnoletnich czarodziejów poza Hogwartem. Jej siostra, Petunia była nie do zniesienia w te wakacje- poznała właśnie Vernona Dursleya, który przesiadywał na Privet Drive 4 dnie i noce, denerwując młodą czarownicę swoim świńskim wyglądem. "Jak on jej się może podobać?" Lily nie mogła w to uwierzyć. Jej rodzice, Veronica i John także nie chcieli do końca zaakceptować sympatii starszej córki, lecz musieli być ponad to i uśmiechać się do złej gry. Wiedzieli, że Petunia jest zadziwiająco szczęśliwa z tym mężczyzną, plus był on całkiem dobrą partią- jego rodzina była zamożna, a Vernon miał już załatwione wysokie stanowisko w firmie produkującej świdry. Jednak nie przekonywało to młodszej córki- Lily Evans miała dość ciągłego mlaskania, pisków i warknięć, które słyszała cały czas, gdy siedziała u siebie w pokoju. Na jej nieszczęście, od pokoju Petunii dzieliła jej tylko cienka ścianka. Rudowłosa skazała lipiec na straty.
James Potter siedział w Dolinie Godryka dopiero tydzień, a już mu się nudziło. Syriusz często znikał z domu, żeby wyrwać się do Dorcas Meadows- spotykali się już kilka dobrych miesięcy, lecz nadal nie chcieli przyznać, że są oficjalną parą. Nikt nie wiedział, czy to ona czy on tak boi się tego stwierdzenia, ale pewnym było to, że pasują do siebie jak nikt. Oboje byli bardzo znani w Hogwarcie, oboje mieli swoje fankluby (których nienawidzili), mieli na koncie wiele pseudo związków, które kończyły się fiaskiem i oboje mieli w sobie iskierki huncwockie. Niestety, oboje także bali się zaangażowania. James Potter, siedząc na parapecie swojego pokoju, musiał stwierdzić, że on się tego zaangażowania nie bał - gdyby miał szansę spotykać się z Rudą, zaangażowałby się raz dwa. Evans jednak nie dała się namówić nawet na jedną, małą randeczkę, a 5 rok zakończyli wielką kłótnią. Z tego powodu też James nie napisał do niej ani jednego listu w ciągu tego miesiąca. Leżąc przez 3 tygodnie na plażach Grecji, imprezując z Syriuszem i jedząc obiadki z rodzicami myślał o niej non-stop, ale nie chciał się jej narzucać. "Raz się żyje" pomyślał. Zeskoczył z parapetu, usiadł przy biurku i przyciągnął do siebie czysty kawałek pergaminu.
"Lily,
Wiem, że skończyliśmy rok w niezbyt przyjaznych warunkach. Żałuję, że nie udało się nam porozmawiać w drodze do Londynu, chciałbym przeprosić za wszystko. Za te zaklęcia, kawały na Snapie i inne głupstwa. Wiem, że szczerze mnie nienawidzisz, ale chciałbym, aby nasze stosunki były raczej przyjazne, chociażby przez wgląd na Dorcas i Syriusza. Postaram się już Cię nie męczyć.
Jeszcze raz przepraszam,
James"
-Sky! Chodź tu, puchatku. - przywołał swoją sowę, która smacznie spała w klatce. Słysząc swoje imię, przebudziła się i podleciała na biurko. Dała sobie przywiązać list do nóżki, szczęśliwa, że w końcu ma co do roboty. Przyjaźnie uszczypnęła Jamesa w ucho i wyleciała - znała drogę wyśmienicie.
Lily miała dość tych wakacji. Nie dostała ani jednej wiadomości od Jamesa, chociaż spodziewała się miliona listów, po tym jak rozstali się w czerwcu. Ich kłótnie znane były na cały Hogwart, nawet nauczyciele wiedzieli, że ta dwójka to połączenie wybuchowe, lecz to co zdarzyło się w ostatni tydzień szkoły przeszło oczekiwania wszystkich mieszkańców zamku.
Trwała w najlepsze przedostatnia uczta w roku, gdy nagle do Wielkiej Sali wtargnęła rudowłosa dziewczyna. Rozwiane włosy i mord w oczach- tak można by ją opisać. Dobiegła do okularnika, który w spokoju konsumował trzecią dokładkę kurczaka i na dzień dobry trzepnęła go otwartą dłonią w głowę.
-Potter! Co to miało być? - wrzasnęła
-Ale co?- spytał zainteresowany
-Nie dość, że musisz robić ze wszystkich ofiary, znęcać się nad innymi to jeszcze musisz niszczyć wszystkim ostatnie dni roku?! Te dzieciaki są przerażone! - była wściekła. Jako prefekt musiała dopilnować, aby pierwszoroczni spakowali się i przygotowali do powrotu do domu bez problemu. Jakie było jej zdziwienie, gdy wchodząc do dormitoriów jedenastoletnich dziewcząt i chłopców znalazła je w pobojowisku, a dzieciaki nie miały pojęcia co się stało. Szybko odkryła, że był to kolejny żart Huncwotów. - Musiałam to wszystko sprzątnąć! Znalazłam majtki Mary Jones w kominku w Pokoju Wspólnym! - mała blondynka po drugiej stronie stołu skuliła się w sobie i poczerwieniała.
-Dla Twojej wiadomości, ruda żmijko, to nie było specjalnie. To Wasze dormitorium chcieliśmy trochę, hmmm, urozmaicić. Pomyliły nam się piętra, przez ten cały stres poSUMowy. - zaśmiał się jej w twarz James, nie wiedząc nawet co go podkusiło do tego kroku. Od razu skarcił się w duchu, gdy zobaczył minę Rudej. Ona po prostu postradała zmysły, popłynęły jej łzy wściekłości z oczu i wydawało się, że urosła kilka centymetrów.
-JAK ŚMIAŁEŚ!? NIE MOŻNA JUŻ NIKOMU UFAĆ W TYM ZAMKU! MYŚLAŁAM, ŻE ZMĄDRZEJESZ PO TYM SZLABANIE, A TY NADAL ZACHOWUJESZ SIĘ JAK DZIECIAK! A JA GŁUPIA CHCIAŁAM CI DAĆ SZANSĘ! - wybuchła. Nie chciała mu mówić, że brała pod uwagę danie mu szansy, ale poniosło ją. James widocznie nie mógł w stanie uwierzyć w to co usłyszał, bo nie odezwał się nawet słowem. Reszta Huncwotów bacznie spoglądała to na Lily, to na Pottera- już dawno nie było między nimi takiej wymiany słów.
-Lily, spokojnie, to nie było przemyślane, chcieliśmy tylko się troszkę pośmiać pod koniec roku... - zaczął Syriusz, ale Lily zmroziła go wzrokiem. Był dla niej jak brat, ufała mu jak nikomu, ale często doprowadzał ją do furii. Syriusz kochał ją jak siostrę i myślał, że coś zdziała, ale jednak mu się nie udało. Uśmiechnął się blado i przepraszająco do Rogacza. Ten nadal nie do końca załapał co się właśnie zdarzyło, a szansa na pojednanie zniknęła razem z Rudą, która jak weszła tak wyszła z Wielkiej Sali, zostawiając tłum uczniów z otwartymi ustami.
-Oj, panowie, chyba macie problem z Waszą Panią Prefekt. Jedzcie, dzieci, dobrze Wam zrobi. - zaśmiał się Dumbledore pałaszując kawałek ciasta wiśniowego.
Po tej aferze, Lily oczekiwała przynajmniej sowy przepraszającej, a nie dostała żadnej. Od 4 roku dostawała średnio 2 dziennie z wyznaniem miłości, a tu, kiedy należały się jej ewidentnie przeprosiny, nie dostała nic. Nie wiedziała dlaczego tak jej na tym zależy. Zastanawiała się, czy uczucia, które zaczęła żywić do Pottera miały naprawdę sens. Bała się go, jego natręctwa, jego zalotów, jego tęczówek i jego uśmiechu. Bała się, że gdy da mu szansę, on ją wykorzysta i zostawi biednego rudzielca w rozpaczy. Gdy tak rozmyślała nad Potterem do jej okna podleciała piękna i znajoma sowa śnieżna. "Czyli jednak" Ruda poczuła nagle jakby spadł jej kamień z serca. Szybciutko wpuściła ją do środka, odwiązała liścik i poczęstowała Sky przysmakiem dla sów. Czytając króciutki wywód James zrobiło jej się bardzo miło i poczuła jak złość mija. Nabazgrała na odwrocie "Ja Ciebie też przepraszam, nie powinnam była na Ciebie tak naskakiwać. Dla Dorcas i Syriusza możemy być przyjaciółmi, Lily". Sowa James już miała odlatywać, gdyż zazwyczaj nie przynosiła listów OD Lily, gdy rudowłosa złapała ją i przywiązała liścik do jej nóżki. "Leć szybciutko, Sky" wyszeptała i otworzyła okno. Wybiła północ, gdy Lily straciła sowę z oczu i zdecydowała się położyć się spać.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz